
Temat: Śmierć Marszałka - Rozdział 38
Data: 2006-02-15 o godz. 21:39:45 Autor: Bogusław Wołoszańsi
Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: Całkiem Inna Wojna
Do drzwi rozległo się energiczne pukanie.
- Wejść! - Generał Archibald Wavell odłożył raporty, które przeglądał od kilkunastu minut i spojrzał na żołnierza przy drzwiach.
- Co jest?
- Zameldował się pułkownik Clarke, sir!
- Wprowadźcie go natychmiast. - Wavell uniósł się z fotela za biurkiem i podszedł do drzwi, w których stanął szczupły, smagły mężczyzna.
- Melduje się pułkownik Dudley Wrangler Clarke z... - Oficer zamierzał podać wszystkie informacje o swojej jednostce i celu przybycia, ale Wavell przerwał mu:
- Wszystko wiem, pułkowniku. Czekałem na pana. Niech pan siada. - Wskazał fotel przy niewielkim stoliku pod ścianą, na której wisiała ogromnych rozmiarów mapa Afryki Północnej. - Znam przebieg pana służby i pańskie osiągnięcia. To może nam się bardzo przydać...
Wavell wiedział, że przyszedł do niego nietuzinkowy żołnierz.
Clarke - oficer artylerii - przed wybuchem II wojny światowej pełnił służbę w Palestynie, gdzie interesował się organizacją i metodami walk partyzanckich. Po powrocie do Anglii, w końcu 1939 r., zaczął studiować taktykę działania Burów. W czerwcu 1940 r., gdy Niemcy zajęli Francję, postanowił wykorzystać swą wiedzę i pomyślał o organizowaniu wypadów niewielkich oddziałów komandosów, którzy przeprawialiby się przez kanał La Manche na kutrach i motorówkach, atakowali niemieckie bazy i szybko się wycofywali. Swoje propozycje Clarke wysłał do Generalnego Sztabu Imperialnego, skąd trafiły do premiera Winstona Churchilla. Ten nakazał przystąpić do natychmiastowego organizowania jednostek komandosów. Zadanie to otrzymał Clarke i wywiązał się z niego bez zarzutu. Już 26 czerwca 1940 r. 115 żołnierzy zaatakowało francuskie wybrzeże między Boulogne i Berek Plagę. Wyniki rajdu nie były budujące. Komandosi zabili dwóch żołnierzy niemieckich i wycofali się bez strat. Jedynym pokrzywdzonym był pułkownik Clarke, którego ku la zadrasnęła za uchem.
- Tak, jestem pewien, że pana wiedza i doświadczenie mogą być nam bardzo potrzebne - mówił generał Wavell. - Myślę, że dobrze orientuje się pan w sytuacji. Jeżeli w obecnym stanie brytyjskiej gospodarki i sił zbrojnych możemy marzyć o utrzymaniu Bliskiego Wschodu, bez którego imperium rozpadnie się jak domek z kart, to zadanie musimy wykonać my, tutaj! Myślę, że nie uważa mnie pan za megalomana?...
Clarke gwałtownie zaprzeczył i nie był to tylko kurtuazyjny gest.
Wiedział, że od lipca 1939 r. Wavell był głównodowodzącym wojskami brytyjskimi na Bliskim Wschodzie. Jego rozkazom podlegały jednostki w Egipcie, Sudanie, Palestynie, Jordanii, na Cyprze, w Brytyjskiej Somalii, Iraku, Adenie, państewkach nad Zatoką Perską w Kenii, Ugandzie, Tanganice, Syrii i Libanie. Jednakże liczebność tych wojsk była znikoma jak na skalę potrzeb i ogrom terytorium; Wavell dysponował zaledwie 100 tysiącami żołnierzy (z czego w Egipcie stacjonowało 36 tysięcy) i niekompletną 7. dywizją pancerną. Wzmocnienie sił nie było możliwe. Na terenie Wysp Brytyjskich stacjonowało 1650 tysięcy żołnierzy w 29 dywizjach i 8 niezależnych brygadach. 12 dywizji sformowano dopiero w pierwszych miesiącach 1940 r. i nie osiągnęły jeszcze gotowości bojowej. Wszystkim jednostkom brakowało artylerii i czołgów. Co więcej - po klęsce we Francji w 1940 r. - morale żołnierzy było niskie. Te siły nie wystarczyłyby nawet do skutecznej obrony wybrzeży przed niemiecką inwazją. Generał Wavell nie mógł również liczyć na wz mocnienie swoich wojsk żołnierzami z Indii, gdyż ich wartość bojowa nie była duża; nadawali się wprawdzie do utrzymywania kolonialnego porządku, ale nie do boju z dywizjami niemieckimi. Państwa Wspólnoty - Australia i Nowa Zelandia, które chlubnie zadeklarowały udział w wojnie i zbrojną pomoc - nie były jeszcze w pełni gotowe do jej udzielenia. Jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja ze sprzętem. Przemysł brytyjski potrzebował czasu, aby przestawić się na produkcję zbrojeniową, a pierwszeństwo w dostawach miały nowe dywizje, formowane dla obrony Wielkiej Brytanii przed niemiecką inwazją. Zakłady produkowały od 9 do 15 czołgów tygodniowo, ale były to pojazdy powolne, słabo opancerzone i uzbrojone. Nie mogłyby toczyć równorzędnej walki z czołgami niemieckimi. Wavell zdawał sobie sprawę, że lada moment ruszą do ataku armie państw, którym szczególnie zależało na opanowaniu rejonu Morza Śródziemnego. Włochy utrzymywały duże oddziały wojska w Libii (236 tysięcy żołnierzy) i Afryce Wschodniej (100 tysięcy żołnier zy). Oddziały te dysponowały 1811 działami, 339 lekkimi czołgami i 151 samolotami w gotowości bojowej. Należało się spodziewać, że wkrótce uderzą na Egipt z zachodu i wschodu. Do walki o ten niezwykle ważny strategicznie i gospodarczo rejon mogły włączyć się Niemcy i Związek Radziecki. Wavell przewidywał, że te dwa mocarstwa, działając wspólnie, zechcą opanować również Bałkany, a następnie Maltę, Cypr i Kretę, aby umocnić swą pozycję w tym rejonie Morza Śródziemnego. Obawiał się, że Związek Radziecki zajmie też pola naftowe w Iraku i Persji.
- Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, jest krytyczna - mówił generał. - 10 czerwca Mussolini wypowiedział nam wojnę i pewnie już niebawem ruszą jego armie z Libii i Włoskiej Afryki Wschodniej. Możemy przeciwstawić im tylko 36 tysięcy ludzi. Powie pan, że lepiej od razu skapitulować... - Wavell zawiesił głos.
- Nie, nie sądzę, sir. - Clarke był wyraźnie zbity z tropu. - Nie mogę sobie jednak wyobrazić, co w tej sytuacji, wobec tak ogromnej przewagi nieprzyjaciół, możemy zrobić...
- Mamy tylko jeden atut. Wrogowie nie wiedzą, jacy jesteśmy słabi. Powiem więcej: do głowy im nie przyjdzie, że jesteśmy aż tak słabi. I to musimy wykorzystać. Musimy przekonać ich, że jesteśmy wystarczająco silni, by odeprzeć każdą ofensywę. To będzie pana zadanie, pułkowniku! Oczekuję, że w ciągu najbliższych pięciu dni przedstawi mi pan propozycje.
- Tak jest! Sir... - Clarke podniósł się z fotela. Nie miał pojęcia, co można zrobić, aby przekonać wroga o potędze oddziałów brytyjskich.
28 czerwca 1940 r. włoskie Naczelne Dowództwo - Comando Supremo - rozkazało marszałkowi Italo Balbo, głównodowodzącemu wojskami włoskimi w Afryce, uderzyć na Egipt wszystkimi siłami. Marszałek nie odebrał rozkazu, gdyż tego dnia zginął w samolocie zestrzelonym omyłkowo przez własną artylerię przeciwlotniczą.
Jego zastępca, marszałek Rodolfo Graziani - dotychczasowy szef sztabu wojsk lądowych - otrzymał rozkaz rozpoczęcia ofensywy 15 lipca. Nie zamierzał jednak podporządkować się poleceniom Naczelnego Dowództwa. Zdawał sobie sprawę, że najpierw musi przygotować zapasy amunicji, żywności i wody dla swoich wojsk. Ponadto uznał, że rozpoczynanie ofensywy w środku afrykańskiego lata nie jest dobrym pomysłem. Nie mógł jednak otwarcie sprzeciwić się rozkazowi, więc postanowił grać na zwłokę, co bardzo zdenerwowało Mussoliniego.
19 sierpnia duce nadesłał telegram: Marszałku Graziani, jak wspomniałem w czasie naszej ostatniej dyskusji, czas pracuje przeciwko nam. Dla Wielkiej Brytanii utrata Egiptu byłaby coup de grace, a dla nas podbicie tego bogatego kraju, niezbędnego do ułatwienia komunikacji z Etiopią, będzie wielką nagrodą, na jaką Włochy czekają. Pan tego dokona, jestem tego pewien. Mimo tego wezwania i wielu innych ponagleń Graziani rzucił wojska do ataku dopiero 13 września 1940 r.
Cztery dywizje i grupa pancerna, dowodzone przez generała Annibale’a Bergonzoliego, 3 dni później zdobyły Sidi Barrani. Od następnego celu - twierdzy Marsa Matruh - dzieliło włoskich żołnierzy zaledwie 120 kilometrów, a od głównej brytyjskiej bazy w Aleksandrii nieco ponad 40 tysięcy. Jednakże Graziani, dowódca doświadczony w pustynnych walkach, nie dał się zwieść mirażowi łatwego zwycięstwa i zatrzymał wojska, aby uzupełnić straty (530 zabitych i rannych) i podreperować stan zapasów.
Pułkownik Clarke zaś rozpoczął wielką grę. Według jego przewidywań, wojska włoskie powinny kontynuować natarcie, posuwając się główną nadmorską drogą do Aleksandrii. Postanowił więc upozorować zgromadzenie w tym rejonie poważnych sił brytyjskich. Na południe od Sidi Barrani brytyjskie wojska inżynieryjne zaczęły budowę drogi, a specjalnie skonstruowane pojazdy szybko i sprawnie odciskały ślady czołgowych gąsienic, prowadzące do zgrupowań jednostek pancernych. Drogi te wskazywały załogom włoskich samolotów rozpoznawczych rejony zgrupowań, gdzie mogły sfotografować dziesiątki czołgów, samochodów pancernych, armat i ciągników artyleryjskich. Na zdjęciach, robionych z wysokości kilku tysięcy metrów (silny ogień brytyjskiej obrony przeciwlotniczej uniemożliwiał obniżenie lotu), nie było widać linek kotwiczących działa i czołgi do piasku, aby... nie porwał ich wiatr. Wszystkie pojazdy wykonano bowiem z gumy i nadmuchano jak balony. Na zdjęciach pustynnych dróg widać było kłęby pyłu, co dla włoskich oficerów, anali zujących te obrazy, stanowiło nieomylny dowód, że jadą tam kolumny czołgów i ciężarówek kierujących się na południe. Oficerowie nie mogli wiedzieć, że kurz wzbijały brony ciągnięte przez wielbłądy.
Marszałek Graziani czytał raporty sporządzane na podstawie takich meldunków. Wynikało z nich, że drogi do Marsa Matruh broni co najmniej 200 tysięcy żołnierzy brytyjskich, wspieranych przez silne oddziały pancerne, lotnictwo i artylerię. Duże zgrupowanie broni pancernej na południe od drogi do Aleksandrii oznaczało, że Brytyjczycy szykują się do uderzenia na prawe skrzydło wojsk włoskich, gdy te ruszą do natarcia na Marsa Matruh. W tej sytuacji Graziani nie widział możliwości kontynuowania ofensywy. Jego oddziały dysponowały jedynie lekkimi czołgami, które słabo opancerzone i uzbrojone w karabiny maszynowe kał. 6,5 mm - nie mogłyby podjąć równorzędnego boju z brytyjskimi czołgami Matilda lepiej opancerzonymi i uzbrojonymi w działa, których pociski bez trudu przechodziły przez pancerze włoskich czołgów. Postanowił więc czekać na posiłki i nie zmienił decyzji, mimo że Mussolini słał ponaglające telegramy, a nawet groził zwolnieniem go ze stanowiska.
Generał Wavell, przy pomocy pułkownika Clarke’a, odniósł pierwszy sukces, gdyż uzyskał czas potrzebny na wzmocnienie wojsk i przygotowanie kontruderzenia. Oczywiście nie omieszkał przesłać do Londynu szczegółowego raportu na temat sposobu, w jaki przechytrzył wroga. Choć premier Churchill nie lubił Wavella i czekał tylko na sposobność odebrania mu stanowiska, z upodobaniem wczytywał się w raport. Wavell pisał: Każdy dowódca powinien stale rozważać metody wprowadzania w błąd swojego przeciwnika, wykorzystując jego obawy i zakłócając jego równowagę psychiczną. Podstawową metodą wprowadzenia w błąd jest zwrócenie uwagi wroga na obiekt, który chcesz, aby zobaczył i odwrócenie jego uwagi od obiektu, którego widzieć nie powinien. Wavell wymieniał środki osiągnięcia tak pożądanych rezultatów: fałszywa informacja lub maskowanie, pozorny odwrót, który w rzeczywistości jest przygotowaniem do ataku, wspieranie zdrady, osłabianie morale wroga.
Churchill w słowach generała znajdował potwierdzenie własnej koncepcji prowadzenia wojny. Uważał bowiem, że: bitwy wygrywa się w wyniku krwawego starcia i manewru. Im większy generał, tym więcej stosuje manewru, a mniej krwawych starć. Niemalże wszystkie bitwy uznane za mistrzowskie przykłady sztuki wojennej były bitwami manewru, w którym wróg został pokonany w wyniku zastosowania nowatorskiego fortelu lub broni. (...) W takich bitwach straty zwycięzców były małe. (...) W wojnach jest wiele rodzajów manewru, z których tylko część znajduje zastosowanie na polach bitew. To są manewry na polu dyplomacji, techniki, psychologii; prowadzone są daleko od pól bitewnych, ale często mają na nie decydujący wpływ.
W grudniu 1940 r., gdy generał Wavell uznał, że zgromadził wystarczające siły, uderzył na włoskie pozycje. Do lutego 1941 r. jego wojska wdarły się na 1000 kilometrów w terytorium Libii i za cenę: 500 zabitych oraz 1400 rannych zdobyły 400 czołgów, 1290 dział, a do niewoli wzięły 130 tysięcy jeńców. W tym samym czasie we Włoskiej Afryce Wschodniej nieliczne wojska brytyjskie, tracąc 44 żołnierzy, rozgromiły Włochów i wzięły do niewoli 50 tysięcy jeńców.
Premier Churchill doskonale rozumiał rolę podstępu w udanych operacjach. Natychmiast postanowił zastosować w Europie metody sprawdzone w Afryce. W kwietniu 1941 r. powołał niewielką organizację o nazwie London Controlling Section. W rękach jej szefa, pułkownika Olivera Stanleya, zbiegały się nici, prowadzące do jednostek brytyjskich i amerykańskich w różnych rejonach świata, gdzie tworzono Committees of Special Means - komitety środków specjalnych, których celem było wprowadzanie wroga w błąd.
|
|