
Temat: Zwierzęta przed trybunałem
Data: 2005-07-23 o godz. 21:35:17 Autor: Krzysztof Pietraszkiewicz (Focus.pl)
Dawne prawo karne istotę sprawiedliwości wyrażało w twierdzeniu: oko za oko, ząb za ząb z równą powagą skazywano zarówno ludzi, jak i zwierzęta
Dziś nikt nie kwestionuje zasady, że winnym przestępstwa może być tylko człowiek. Jednak jeszcze w XVII wieku zwierzęta stawały przed sądem i ponosiły karę przewidzianą dla człowieka.
Do naszych czasów zachowało się prawie sto protokołów z procesów tego typu. Najczęściej na ławie oskarżonych zasiadały świnie, rzadziej zwierzęta pociągowe, gryzonie i koty.
Ku przestrodze
Przepisy dotyczące odpowiedzialności karnej zwierząt nie są bynajmniej wymysłem średniowiecza. W Starym Testamencie znajdziemy nakaz zgładzenia wołu, który zabił człowieka. "Gdy jednak wół bódł już dawniej, i zwracano na to uwagę właścicielowi, a on go nie pilnował, tak iż [wół] zabiłby mężczyznę lub kobietę, to nie tylko wół powinien być ukamieniowany, ale też właściciel powinien ponieść śmierć" (II Mojż 21, 28-32). Biblia nakazuje też zgładzić zwierzę, z którym człowiek odbył stosunek seksualny. "Oboję będą ukarani śmiercią, krew ich spadnie na nich" (III Mojż. 20,15-16).
Dzisiaj kodeksy prawa nakazują karanie zwierząt agresywnych, które stwarzają zagrożenie dla otoczenia -nikt jednak nie oczekuje, że wyrok przestraszy inne zwierzęta. Dawniej nie było to takie oczywiste. Za popełnienie przestępstwa zwierzę ponosiło karę na identycznych zasadach jak człowiek, a jej wymierzanie miało być odwetem za uczynioną szkodę, środkiem wychowawczym dla sprawcy, przestrogą dla pozostałych.
Wychowawczy charakter miały kary łagodne, w tym hańbiące - przykładem może być przepis z kodeksu karnego Sardynii (1395), przewidujący dla osła wyrządzającego szkody na cudzym terenie karę obcięcia ucha. W razie recydywy osioł tracił też drugie.
Podobny charakter miały kary nakładane na zwierzęta powodujące plagi (na przykład myszy czy szarańczę), orzekane przez sądy kościelne. Zwykle zaczynało się od upomnienia, a jeśli szkodniki nie chciały usłuchać - nakładano na nie klątwę. Gdy i to nie zadziałało (zwierzętami kierowały przecież złe moce), wyłapywano kilka osobników i stawiano je przed sądem, a następnie skazywano na śmierć - ku przestrodze.
Średniowieczne prawo karne uznawało nie tylko winę zwierzęcia, ale i jego współudział w zbrodni. Gdy w XVI w. w Burgundii trzy świnie rozszarpały człowieka i wmieszały się w inne stado, zostało ono uznane za współwinne morderstwa. Właściciel zdołał jednak ubłagać sędziego, by skazał tylko trzy świnie, a pozostałym okazał łaskę.
Opętana przez szatana
Pod wpływem humanitarnych prądów renesansu prawnicy zaczęli zdawać sobie sprawę, że kot czy kret nie są winne zarzucanych im czynów. Nowa wykładnia prawa zniosła więc odpowiedzialność zwierząt, lecz uczyniła z nich narzędzia szatana. Inkwizycja osiągnęła apogeum w Hiszpanii. Wystarczyło podejrzenie, by zjawiał się inkwizytor.
W czasach, gdy powstawały projekty samolotów miało miejsce wydarzenie, które sprowadziło człowieka do roli przedmiotu, a podmiotem został garbaty wieprzek.
W 1560 roku świnia Santiago Santangela z Benedicardo urodziła kilkanaścioro prosiąt. Liczny poród był szczęśliwym trafem. Maciora nie traktowała jednak całego potomstwa z równą troskliwością, dyskryminując garbatego prosiaczka. Zwierzę oddzielono od reszty, a jego opiekunką została córka chłopa. Świnka przyzwyczaiła się do dziewczynki i chodziła za nią jak psiak. Miała znakomity węch. W czasie jednego ze spacerów wygrzebała zawiniątko ze złotymi monetami. Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie.
Wieprzek, przeprowadzony do domu, był kapryśny i zaborczy, lecz pozwalano mu na wszystko. W tym czasie rodzina Santangela powiększyła się o nowego członka. Noworodka umieszczono w izdebce razem ze świnią - zazdrosne zwierzę pożarło dziecko.
Przebiegłość diabła
Zabójstwo należało zgłosić właściwym organom, lecz rodzina nie chciała pozbyć się cudownej świni. Wyręczyli ją zawistni sąsiedzi. Połączyli bogactwo z troską, jaką wszyscy otaczali wieprzka. Wnioski nasuwały się oczywiste - Santangel sprzedał duszę diabłu, który przybrał postać świni.
Inkwizytorzy działali sprawnie. Rodzinę Santangel poddano torturom, jednak inkwizytor nie mógł ustalić, kto ponosi większą winę - wieprz czy ludzie. Zabójstwo dziecka zeszło na dalszy plan, gdyż oskarżenie o współpracę z diabłem było znacznie poważniejsze. Podejrzanych zawieziono do Escorialu, będącego centrum hiszpańskiej inkwizycji. Dostojny trybunał zażądał powtórnych tortur. Ludziom połamano kości, wieprzka poddano próbie pławienia - skrępowanego wrzucono do wody. Wynik był szokujący - zwierzę przegryzło sznury, wypłynęło na brzeg i zaczęło ryć w ziemi, gdzie znalazło stare naczynia liturgiczne.
Przebiegłość diabła była udowodniona. Rodzinę Santangel skazano na stos, ale diabelską świnką jeszcze przez kilka miesięcy zajmowali się najwięksi prawnicy epoki. Wieprzek nie doczekał kaźni, zdechł potulnie w celi. Ciało uroczyście spalono, a jego popiołami handlowano, czego następstwem były kolejne wyroki.
Winne są ryby
Latem 1659 roku w Gerje na Węgrzech utonęło w Dunaju kilku chłopców. Malcy zniknęli w podejrzanych okolicznościach na płyciźnie, a fala nie wyrzucała zwłok. Gdy rybakom coś uszkodziło sieci, wywnioskowano, że zabójcą jest sum. Sprawa trafiła do sądu.
Prokurator przygotował akt oskarżenia i polecił doręczenie wezwania. Dokument odczytano na brzegu, ale ryba nie przypłynęła. W wyznaczonym terminie odbyła się rozprawa, na której zapadł wyrok zaoczny - kara śmierci przez nabicie na pal. Sum został wyjęty spod prawa - jeśli ktoś złowi rybę, nie może jej zjeść ani sprzedać, lecz ma dostarczyć w ręce kata.
Wkrótce w sieci wpadł wielki sum. Wydarzenie uznano za zrządzenie losu, w egzekucji uczestniczyła cała osada. Zanim ryba przestała drgać na palu, w rzece doszło do kolejnej tragedii. Stało się jasne, że stracono niewinnego. Po pewnym czasie złowiono następnego olbrzyma, który zamiast trafić na stół również wylądował na szafocie. Ponownie jednak miał miejsce tragiczny wypadek. Sędziowie, nie mogąc znaleźć winnego, obciążyli odpowiedzialnością wszystkie ryby mięsożerne: sumy, węgorze, szczupaki, a nawet okonie.
Rybacy usiłowali ominąć ograniczenia, nakazujące oddawać katom każdą podejrzaną rybę. Wypływali nocą na połowy, przerzucali "przestępców" do innych łódek, sprzedawali ryby potajemnie. Urzędnicy nie dali się jednak łatwo wywieść w pole. Protesty osady, której groziła zagłada, trafiły do króla, który anulował absurdalny wyrok.
Absurdalne procesy
Ostatni tradycyjny proces zwierząt w Europie odbył się w 1692 roku we Francji. Młodą klacz oskarżono o stratowanie koniucha. Zwierzę spędziło kilka miesięcy w areszcie, gdyż - zgodnie z prawem - sprawcy można było wytoczyć sprawę o zabójstwo wówczas, gdy ofiara zmarła w ciągu roku i jednego dnia od daty zdarzenia. Koniuch zmarł przed upływem tego ustawowego terminu. Prokurator domagał się więc kary stosowanej wobec zbrodniarzy, lecz adwokat znalazł okoliczności łagodzące, aby wyrok ograniczyć "jedynie" do powieszenia.
|
|