Strona: 1/2
Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: “Kondor” Wzywa
- Stój! - patrol brytyjski niespodziewanie wynurzył się z ciemnego zaułka. Eppler obejrzał się nerwowo, ale długa, wąska uliczka nie stwarzała szans ucieczki przed czterema żołnierzami, mierzącymi z karabinów. Pozostawało tylko wierzyć, że Brytyjczycy nie dopatrzą się niczego podejrzanego w sfałszowanych dokumentach.
- O, przestraszył nas pan, kapralu - usiłował rozładować napięcie towarzysz Epplera, Peter Monkaster. - Nie sądziłem, że w takiej dziurze jak Assyut może być wojsko...
- Dokumenty! - kapral nie miał ochoty na rozmowę. - Dokąd zmierzacie?
- Do Kairu, podpisaliśmy kontrakt z koncernem BP - pośpiesznie wyjaśnił Eppler, którego belgijski dowód, na nazwisko Richard Tihon, kapral uważnie przeglądał.
- Pojutrze zaczynamy pracę - dodał Monkaster. Jego dokumenty wskazywały, że jest Francuzem.
Kapral nie znalazł w nich nic podejrzanego. Oddał papiery, zasalutował i zaczął oddalać się z żołnierzami wąską uliczką.
- O co chodziło? - zapytał Eppler, gdy przemierzyli już dobry kawał drogi.
- Nie sądzę, żeby za tym się coś kryło. Po prostu rutynowa kontrola - uspokoił go Monkaster.
Od trzech tygodni podróżowali przez pustynię. Wyruszyli z oazy Gialo 11 maja 1942 r. Początkowo jechali, w mundurach żołnierzy brytyjskich, terenowym samochodem, eskortowani przez podobnie umundurowanych żołnierzy Afrika Korps. Ich przewodnikiem był węgierski książę Ladislaus de Almaszy, który od wielu lat poszukiwał na pustyni legendarnej oazy Zerazura. Znał doskonale drogi do Kairu i on to doprowadził ich do Assyut. Tam eskorta zawróciła. Monkaster i Eppler założyli cywilne ubrania i skierowali się na dworzec, skąd pociągiem mieli dotrzeć do Kairu. Rozpoczynała się ich wielka misja.
Johan Eppler urodził się w 1914 r. w Aleksandrii. Jego rodzice byli Niemcami i dlatego on również czuł się Niemcem, chociaż po śmierci jego ojca matka wyszła ponownie za mąż za bogatego prawnika egipskiego i przeszła na mahometanizm, skłaniając do tego i syna. Tuż przed wybuchem wojny młody Eppler poznał w Bejrucie prostytutkę Su Yan, która namówiła go do współpracy z Abwehrą. Służbę dla niemieckiego wywiadu uznał za obowiązek wobec ojczyzny rodziców. Wyjechał do Berlina, gdzie przeszedł staranne przeszkolenie w ośrodku Abwehry. Tam nadano mu pseudonim “Kondor”. W kwietniu 1942 r. przypłynął do Trypolisu, mając w bagażach dwie amerykańskie radiostacje Hallicrafter, 50 tysięcy fałszywych funtów szterlingów w banknotach pięcio- i jednofuntowych oraz książkę “Rebecca”.
W Trypolisie poznał Petera Monkastera - wysokiego blondyna, który od kilkunastu lat pracował w wieżach wiertniczych różnych kompanii naftowych w Libii. Eppler nie pytał go, w jaki sposób nawiązał współpracę z Abwehrą, ale szybko się zorientował, że Monkaster nie przeszedł szkolenia w Berlinie. Musiał go nauczyć posługiwania się szyfrem “Rebecca”. Praca nad utajnieniem tekstu rozpoczynała się od dodawania do przyznanego agentowi numeru osobistego, np. 46, numeru miesiąca i dnia miesiąca. I tak, wysyłając szyfrogram 4 czerwca, musieli do 46 dodać 4 (dzień) i 6 (czerwiec) otrzymując w ten sposób sumę 56. Ta liczba wskazywała stronicę książki, która była kluczem do szyfru. Eppler zaczynał szyfrować, wybierając pierwsze litery z pierwszej linii tekstu ze strony 56. Brzmiały one: “He would like...” Teraz literom tym musiał przyporządkować cyfry od l do 9:
He would like
12 34567 89
Szyfrogram rozpoczynał się więc od słów:
OYLXZ HUPOU WLDBF HELRR
4 6 15 45 367 128
co oznaczało: 4 (dzień miesiąca) 6 (czerwca) 15:45 (godzina nadania szyfrogramu) 367 (numer agenta) 128 (słów w depeszy). Pozostałe litery oznaczały zera i były dobierane z liter nie występujących w pierwszych słowach pierwszej linii wybranej stronicy. Po tym rozpoczynał się właściwy tekst depeszy, składający się ze 128 słów. “Kondor” szyfrował je, używając tabeli tworzonej z pierwszych liter 21 wierszy ze stronicy 56, z pominięciem akapitów. Każdą tak wybraną literę zastępował odpowiednią cyfrą z tabeli.
Pierwszy szyfrogram nadał 4 czerwca, gdy bezpiecznie dotarli do Kairu i zamieszkali na przedmieściu. Eppler zaczął natychmiast poszukiwać starych znajomych. Według zasad przyswojonych w czasie szkolenia w Niemczech, rozglądał się za ludźmi zajmującymi ważne stanowiska w armii lub władzach administracyjnych, wrogo nastawionymi do Brytyjczyków oraz takimi, którzy z racji zawodu stykali się z Brytyjczykami. Wszystkie te warunki spełniała tancerka Hekmeth Fahmy, którą Eppler poznał przed wojną w kabarecie “Kit Kat” i którą każdego wieczoru obdarowywał złotymi błyskotkami lub gotówką. Był przekonany, że Hekmeth pamięta go doskonale. Nie pomylił się. Gdy po zakończonym tańcu zbierała pieniądze za występ, zbliżyła się do niego i szepnęła:
- Miło cię znowu widzieć. Dzisiaj nie mogę się z tobą spotkać, ale przyjdź jutro tam, gdzie dawniej.
Wsunął jej za stanik kilka pięciofuntowych banknotów, co było królewskim wynagrodzeniem. Uznał, że zapowiedź wznowienia kontaktów z piękną Fahmy jest dobrym początkiem misji w Kairze. Nie zamierzał jednak czekać do następnego dnia. Zastanawiało go, dlaczego nie miała czasu tego wieczoru. Po wyjściu z kabaretu wsiadł do taksówki i kazał się zawieźć do Zamalek, gdzie na Nilu cumowała mieszkalna łódź Hekmeth.
Nie czekał długo. Wkrótce na nabrzeżu zatrzymał się samochód z brytyjską rejestracją wojskową. Kierowca przez kilka minut niezbyt wprawnie manewrował, by ustawić wóz przy krawężniku. Wreszcie wysiadł i w świetle ulicznych latarni Eppler dostrzegł wysokiego mężczyznę w płaszczu. Bez wątpienia był to oficer, co zdradzały wysokie, błyszczące buty i bryczesy. Mężczyzna szybko wszedł na łódź i otworzył drzwi do kabiny kluczem, który wyjął z kieszeni płaszcza. Po kilkunastu minutach przyjechała Hekmeth. Eppler nie czekał dłużej.
Wiedział, że jutrzejsze spotkanie z tancerką będzie bardzo ważne. Nie pomylił się. Hekmeth zaczęła wspominać dawne lata, zapewniając Epplera, że pozostał jej płomienną miłością. Przerwał jej:
- Kim był oficer, który przyjechał do ciebie wczoraj wieczorem?
- Jesteś zazdrosny?
- Nie, po prostu ostrożny - Eppler podniósł się z łóżka i podszedł do marynarki rzuconej na krzesło. Wydobył z niej rewolwer. - Poza tym bardzo interesują mnie brytyjscy oficerowie...
Odwiódł kurek i zbliżył lufę rewolweru do twarzy Hekmeth.
- Wiesz, co zrobią ze mną Anglicy, gdy powiesz im, że jestem niemieckim agentem? - Nie czekał na odpowiedź. - Oni są dżentelmenami tylko w powieściach Agaty Christie i to tylko dlatego, że staruszka zapomniała wspomnieć, jak ci emerytowani pułkownicy patroszyli Hindusów w czasie służby w kolonii...
- Przestań! - Hekmeth poderwała się z łóżka i odtrąciła rewolwer. - Nie musisz mnie straszyć. Nienawidzę Anglików tak samo jak ty!
- Kim jest więc major, który tu był wczoraj?
- Nie znam jego prawdziwego nazwiska. Służy w Sztabie Generalnym. Wiem, że podczas ofensywy angielskiej w listopadzie był razem z generałem Auchinleckiem. Mogę ci powiedzieć więcej! Jego teczka zawiera czasami bardzo ciekawe dokumenty.
- Skąd wiesz? - Eppler opuścił rewolwer. Nagle zrozumiał, że to wymachiwanie bronią przed nosem nagiej dziewczyny było w stylu kapitana Bohma, który uczył szpiegów cichego zabijania i godzinami rozprawiał o swoich doświadczeniach.
- Walkę z Anglikami zaczęłam znacznie wcześniej niż ty - powiedziała dumnie Hekmeth i uznała, że nagość nie przystoi tym słowom, wiec szybko okryła się prześcieradłem. - To, co wyczytałam z dokumentów mojego majora, przekazywałam ludziom z organizacji Wolnych Oficerów.
- Teczka nie była zamknięta?
- Była, na małą kłódkę, ale dorobiłam kluczyk.
- Zależy mi na kontakcie z ludźmi, którym przekazywałaś informacje - powiedział Eppler spostrzegając, że ciągle jeszcze trzyma odbezpieczony rewolwer. Odłożył go na podłogę uznając, że dalsza rozmowa nie ma sensu. W czasie tego spotkania wydobył z Hekmeth więcej, niż się spodziewał. Nad ranem wskazała mu łódź zacumowaną kilkadziesiąt metrów dalej, którą mógł wynająć i urządzić tam sobie wygodną siedzibę. Zaproponowała również, że zaprowadzi go do protestanckiego księdza, Austriaka, u którego będzie mógł ukryć radiostację i najważniejsze papiery.
Trzy dni po tym spotkaniu Hekmeth powiadomiła go, że ma się udać do dentysty, u którego spotka postawnego, szpakowatego Egipcjanina. W niewielkiej, brudnej poczekalni, gdzie jedynymi sprzętami było kilka stołków i leniwie kręcący się u sufitu wentylator, siedział samotnie mężczyzna czytający jakąś angielską gazetę. Eppler usiadł obok niego:
- Nazywam się Richard Tihon - powiedział cicho. - Jak się domyślam, Hekmeth powiedziała panu, że będę tutaj...
Patrzył badawczo na starszego mężczyznę. Według informacji, które przekazała Hekmeth, był to szef sztabu armii egipskiej, który, ze względu na otwartą wrogość wobec Anglików, został zwolniony ze stanowiska.
- Tak, jestem generał Aziz-el-Masri - mężczyzna odłożył gazetę i wyciągnął rękę. - Tutaj nie musimy się obawiać podsłuchu. Hekmeth powiedziała mi wszystko o panu, a ja postarałem się sprawdzić jej informacje. Wszystko się zgadza. Co pan oferuje?
- Zapewne słyszał pan o sukcesach wojsk generała Rommla? W niedługim czasie nasze dywizje wjadą do Aleksandrii i Kairu. Pomoc Egipcjan, którzy gotowi są zrzucić angielską niewolę, zostałaby w pełni doceniona przez generała Rommla, a zapewne również fuhrera. Mogę ustanowić kontakty między panem i generałem Rommlem. Nie jestem upoważniony do zaciągania zobowiązań.
- To niepotrzebne. Nie oczekuję zobowiązań, gdyż historia dowodzi, że wy, Niemcy, nie zwykliście ich dotrzymywać. To nam jest potrzebna wasza pomoc. Dlatego zostawmy tę sprawę i zastanówmy się nad wspólnym działaniem przeciw wspólnemu wrogowi...
- Uderzenie wojsk Rommla na Egipt powinno być wsparte ogólnonarodowym powstaniem Egipcjan - Eppler wyrecytował jedną z instrukcji, którą przekazano mu w sztabie Rommla przed rozpoczęciem misji. - Naszym zadaniem byłaby jak najdalej idąca pomoc dla tych działań...
- Nie potrzebujemy broni ani zachęty. Natomiast skoordynowanie działań mogłoby pomóc naszej sprawie - rzekł generał. - Te problemy będziemy omawiać wkrótce. Spotka pan bardzo ważnego człowieka. A teraz odstąpię panu kolejkę do doktora i niech pan się nie obawia, to bardzo dobry dentysta... - dodał generał widząc, że Eppler szykuje się do wyjścia.
Po kilku dniach Eppler trafił do szejka Hassana-el-Banna, przywódcy Bractwa Muzułmańskiego, fanatycznie oddanego religii i cieszącego się ogromnym autorytetem wśród współwyznawców. Każdego ranka obchodził okoliczne domy, wzywając ludzi do modlitwy, pisał patriotyczne poematy i prześladował kobiety nie zakrywające twarzy. Tworzył plany świętej wojny. Poparcie ze strony szejka oznaczało bardzo wiele - poparcie setek tysięcy fundamentalistów muzułmańskich, gotowych na skinienie przywódcy skoczyć do gardła Brytyjczykom.
Każdego dnia o północy Eppler siadał do radiostacji. Dwie stacje nasłuchowe - Seebohma i w Atenach - odbierały jego szyfrogramy, w których informował centrale o swoich sukcesach: spotkaniu z szejkiem Hassanem-el-Banna i omówieniu planów powstania po wkroczeniu wojsk niemieckich do Egiptu, o kontaktach z przedstawicielem wojskowej organizacji Wolnych Oficerów, Anwarem Sadatem. Te rozmowy Eppler relacjonował szczegółowo, gdyż Sadat, pochłonięty wizją niemieckiego zwycięstwa, poszukiwał w Kairze odpowiedniej kwatery dla generała Rommla i znalazł ją na ulicy Piramid w pobliżu hotelu Mena House.
Monkaster rzadko towarzyszył Epplerowi - pozostawał w odwodzie na wypadek aresztowania tamtego lub zdrady. Tylko wieczorami wyruszał z Epplerem, aby złożyć wizytę Hekmeth, gdy była ona zajęta majorem. Drzwi do kabiny sypialnej były dokładnie zamknięte, a major zostawiał teczkę i ubranie w niewielkiej kajucie, której bulaj był zawsze otwarty. Monkaster i Eppler nie musieli nawet wchodzić do środka. Wystarczało wsunąć w bulaj rękę i wyciągnąć teczkę zamkniętą na kłódkę; otwierali ją kluczem dostarczonym przez Hekmeth i starannie fotografowali wszystkie dokumenty. Znajdowali w nich wiele cennych informacji o rozmieszczeniu wojsk brytyjskich, transportach z amunicją i nowymi czołgami, zamiarach dowództwa i tak dalej.
Eppler znał wartość tych dokumentów. Czuł smak sukcesu. W krótkich seansach łączności radiowej nie otrzymał podziękowań ani obietnic zaszczytów po wkroczeniu Rommla do Kairu, ale w marzeniach widział moment, gdy staje przed Rommlem, a ten dekoruje go najwyższymi odznaczniami. A może nawet sam Hitler, który na pewno przyjedzie do Afryki, aby uświetnić wielkie zwycięstwo Rommla i... Epplera. Czuł się coraz ważniejszy i coraz bezpieczniejszy.
W połowie czerwca spotkał się z Anwarem Sadatem. Ten powiedział:
- Znam ostatnie doniesienia z frontu. Anglicy zostali zniszczeni i wycofują się w pośpiechu. Zbliża się czas naszego uderzenia.
Sadat i Eppler nie wiedzieli, że przygotowania do świętej wojny nie uszły uwagi Anglików. Kontrwywiad wzmocnił czujność.
Tego wieczoru Eppler postanowił zajrzeć do klubu “Turf”, gdzie często przesiadywali brytyjscy oficerowie. Kilku znał już z widzenia i chętnie przysłuchiwał się ich rozmowom. Z urywanych zdań, zwierzeń, plotek można było czasami zbudować ważną informację o nastrojach w brytyjskiej armii, zmianach personalnych, atmosferze w dowództwie. Zamówił szklankę whisky i siedział przez kilkanaście minut przy barze. W klubie tego wieczoru było pusto i doszedł do wniosku, że dalsze przebywanie tu jest stratą czasu. Wyciągnął pięciofuntowy banknot i wręczył barmanowi.
- Przepraszam, sir, czy nie ma pan egipskich funtów? - barman był wyraźnie niezadowolony, że klient płaci walutą brytyjską.
- Dlaczego ci się nie podobają brytyjskie pieniądze? Są złe?
- Nie o to chodzi, sir, wszystko w porządku - barman oddalił się szybko i po chwili przyniósł na tacy resztę.
Następna strona (2/2) 
|